Toj stały čałaviek, jamu 70. Jon padyšoŭ da mianie i pytalna-prynižana, sa spadziavańniem łakieja zahladajučy ŭ vočy, spytaŭsia: «Nu, a jon (načalnik adzin miascovy) — choć siadzić zaraz u turmie? Nie vypuścili?»
I takaja nadzieja była ŭ vačach staroha, i takoje chvalavańnie! «Hm. Hm. Vypuścili? Nie vypuścili? A vam što? Jakaja roźnica?» — ździviłasia ja. «Viedajecie, kryŭdna było b, kab jaho vypuścili. Jon ža nakraŭ, chaj siadzić. Kryŭdna było b, kab nie siadzieŭ!», — z horyčču kazaŭ stary. Tak škada zrabiłasia staroha. Serca, viedajecie, i ŭsio takoje, ryzyka infarktaŭ i insultaŭ, u takim uzroście. Tamu ja jaho supakoiła, choć ničoha i nie viedała pra los taho načalnika: «Nie chvalujciesia, naturalna, siadzić, i termin daduć jamu vialiki! Ja dakładna viedaju! U mianie jość svaje krynicy infarmacyi! Budzie siadzieć! Doŭha! Hadoŭ dziesiać daduć, dakładna, nie adkupicca, zahad źvierchu, viedajecie».

Tak, ja padmanuła staroha. Ja nie viedaju, siadzić toj načalnik u turmie, ci nie. Ale škada staroha. Ja jaho paradavała, jon adyšoŭ ad mianie z zadavolenaj uśmieškaj na vusnach. Až plečy raspravilisia, i niejkaja badziora-nieŭratyčnaja ŭpeŭnienaść u ruchach źjaviłasia.

My budziem žyć, jak žabraki. My budziem skaracca i maŭčać, atrymaŭšy svaje dva miljony zarobku. Aby tyja, načalniki, siadzieli. Złość svajho serca my vydušym pa kropli, štodzień, na žonak-mužoŭ-dziaciej.
Za niedasoleny sup i dvojki, padranyja portki i marnyja traty hrošaj, za małyja zarobki i za naohuł nieadpaviednaść nam. Nam! My mahli b! O-ho-ho! Ale chto acenić, kamu heta? Žonka — mymra, dzieci — durni, načalnik — złydzień, kalehi — stukačy. Kraina — nie taja. Vakoł bardak, vy ž razumiejecie. Napicca. Zalić bielmy, i tady vykazać im usio, usio, usio. Svołačy. Nu, nie im, dyk žoncy, jakaja roźnica. Tyja ž daloka. Chiba tolki adna nadzieja — niechta inšy vykaža.
Aby tolki było cicha-mirna. I tyja złodziei siadzieli. My zhodnyja tryvać ździeki, prachodzić na «śviaty» jak złačyncy, pakul nam milicyjanty nie vyniesuć mozh i nie vypatrašać usie rečy z sumak,
nie pahyrkajuć na nas, nie tyrknuć u nas mietałašukalnikami, nie šturchanuć u plečy, prapuskajučy ŭ zahon, kab tam viesialicca — na Dniach horada, Dažynkach ci Jalinkach. Ničoha strašnaha, što tut takoha? Aby paradak byŭ. Aby karupcyjanieraŭ tych, načalnikaŭ tych, padonkaŭ, łavili dy sadzili za kraty. I nam pa televizary pakazvali potym svałačuh tych.

My zhodnyja być zaŭsiody za ŭsio vinavatyja: za adsutnaść hrošaj u biudžecie, valuty, madernizacyi, inviestycyj, inavacyj, za paharšeńnie stasunkaŭ za źniešnim śvietam, za demahrafičnuju situacyju.

Što zrobiš? Nu, takija my. Taki naš čas, takija našy dumki i mary. My nie možam ich vykanać, svaje mary i žadańni. Ale pryjšoŭ toj, chto vykanaŭ toje, što chacieli b my, dy nie mahli.
Dy i navošta samim leźci? Chaj toj raźbirajecca.

«Mnie chaciełasia b, kab voś niekali, raz choć adzin u žyćci, jak zakryčać na svajho načalnika, na hienieralnaha dyrektara zavoda, jak zatupać nahami! Jak zaraŭci na jaho! Na ty! Voś tak — na Ty! Maŭlaŭ, ty, niazdara, svołač, siadzieć budzieš! Ja tabie dam, ja tabie pakažu! Ale ja nie mahu. Bo ja maleńki čałaviek, u mianie dzieci, i kredyt nie vypłačany za płaźmienny televizar. Ja nie mahu! A jon — moža. Voś za heta ja jaho pavažaju. Pavažaju! Jon — mužyk, vuń jak moj dyrektar trośsia pierad im. Heta amal jak byccam ja na jaho kryčaŭ, mnie tak pryjemna było. Tak jamu, padluku, i treba, tak, tak, naviešaj jamu, davaj, za nas za ŭsich!».

«U mianie była takaja mara, kab voś pracavać — a ničoha nie rabić, i hrošy atrymlivać. Nu chaj małyja hrošy, ale stabilna.
Trochi. Žyć cicha-mirna, jak usie. Trochi bienzinu źlić sa słužbovaj mašyny, trochi zapčastak prynieści dachaty. Trochi. Voś mašynu ź piaskom zahnać naleva. Siem socień dalarčykaŭ, ha? Niabłaha? Tolki nie čapajcie mianie. Ja z žonkaj u Jehipiet pajedu, a dzieciam ajfony kuplu, kab było ŭsio, jak u ludziej».

«Ja maryŭ, kab kvateru dali biaspłatna. Dziaciej nastruhaŭ — i kvateru dali. Durnaja sprava niachitraja. Trochpakajovuju, z dušam i prybiralniaj, vialikuju! Siadziš sabie na bałkonie, pluješ na asfalt. Televizar kupiŭ, narmalna! 56 kanałaŭ idzie dniom, a nočču jašče i parnucha. Piva — u budni, harełka — u niadzielu, narmalna. A što bolej treba?».

«A mnie — mašynu. Audzi. Ci Volva. Ja nikudy nie lezu. Aby cicha było. Mnie mašynu, i ja pajedu na rybałku na Dniepr, i da maci za bulbaj u viosku. I nie leź ty da mianie sa svajoj duratoj. Usio heta hłupstva. Palityka — brudnaja sprava. I źleva».

Jon vykanaŭ našy žadańni! Usie žyvuć cicha-mirna. Usio, jak u ludziej.

Kali my stali takimi? Kali? Ci pamiataje chto toj momant, kali jon admoviŭsia ad mary (być prezidentam, kasmanaŭtam, adkryć novuju amiobu, infuzoryju tufielku, zaleźci na Evierest, napisać paemu, atrymać Nobieleŭskuju premiju, prabiehčy marafon, stać hienierałam, akciorkaj, viadomym śpievakom, piśmieńnikam i mastakom, miljanieram, miecenatam, vyraścić ružu, zbudavać viežu — vysokuju, samuju vysokuju u śviecie! Uznačalić paŭstańnie i pieramahčy, pravieści 33 bitvy — i prajhrać, žanicca na karalevie, kupić vyspu) i zhadziŭsia zamiest mary mieć kanapu i kvateru ŭ kredyt, zhadziŭsia na 500 baksaŭ — sabačuju padačku, zamiest taho, kab mieć Śviet, svoj śviet, i być cełym Suśvietam, razraścisia da pamieraŭ Mlečnaha Šlachu!

Nie vysoŭvajsia, budź zadavoleny tym, što maješ, mocna trymajsia za pracu, žabracki zarobak. A moža, čałavieku dastatkova i hetaha?
Tady čaho my nyjem, skardzimsia, čaho viečna niezadavolenyja, varočajemsia na łožkach pa načach i vychodzim palić, uzirajučysia ŭ zory i zabaraniajučy sabie na ich hladzieć.

Kali? Kali ty staŭ takim, pamiataješ toj momant? Napeŭna, nie. Toj momant, kali ty admoviŭsia ad siabie i mar, pramoŭlenych niekali sabie samomu ŭ cišy, zapisanych u patajemnym dziońniku dryžačaj padletkavaj rukoj, i abmianiaŭ toje ŭsio nievierahodna cudoŭna pryvabnaje na 300 baksaŭ, kanapu, «kavałak chleba na stale, i kab zdaroŭječka, zdaroŭječka, hałoŭnaje — zdaroŭje!», i kab było ŭsio, jak u ludziej, cicha-mirna. Navošta niabožčykam zdaroŭje? Nijakich bur, zaviruch i ziemlatrusaŭ, nijakich maraŭ, nijakich nievrozaŭ. Cicha-mirna. Tak — da piensii, a potym — chatu ŭ vioscy, budziem pamidory tyrkać u hlebu.

Kali ty staŭ takim? Darosłym i «razvažlivym»? Mudrym — až da vanitaŭ, pierakazvajučy banalnyja «iściny»?
Čamu? Tamu, što kali staŭ umoŭna darosłym, toj «darosły» śviet ciabie spałochaŭ? Ubačyŭ niespraviadlivaść, žorstkaść, karupcyju, farysiejstva, kryvadušša, zdradu, skvapnaść i zajzdraść, niastačy i niaŭdačy? Ubačyŭ tuju sumieś siami kisialoŭ na vadzie, i? I heta — spałochała ciabie? Ubačyŭ, jak niekaha bili pa mordzie za pierakanańni i ideał, a niekaha i zabili navat — i heta spyniła ciabie, spyniła tak, až da śmierci, što baišsia i kazać niešta, i uspaminać, admoviŭsia ad usiaho, zašyŭsia ŭ kvateru, pakińcie mnie tolki maju kanapu i katlety, i piva pa vychodnych — z takimi ž aściarožnymi niaŭdačnikami-bajaźliŭcami.

«Tabie dobra! A nam jość što hublać, razumieješ, nam usim jość što hublać!», — tak kryčaŭ na mianie znajomy.

Ja śmiajałasia. Ja rahatała, jak varjat, i kazała: «Vam? Hublać? Što? Što u vas jość? Žabracki zarobak u piać kapiejek? Pracu, jakuju ty nienavidziš? Zdymnuju kvateru? Płaźmienny televizar ź niavypłačanym kredytam? Vy heta baiciesia zhubić?! Nie śmiašycie mianie!». A jon uskipieŭ i zamachaŭ rastapyranymi rukami pierad tvaram, što «choć i heta, a choć i heta, lepš choć niešta mieć, čym ničoha!».

Jon nie chacieŭ u bojku, bo nie chacieŭ ryzykavać smažanaj bulbaj viečaram.

«Vy jašče nie vyrašyli pytańnie ź isnavańniem Boha, a ŭžo chočacie jeści!» (s).

«Šukajcie Carstva Božaje — astatniaje prykładziecca». Dy my ž ŭžo ŭsie prykłali, pryčym sami! A Carstva i niama. A da rabstva, jak akazałasia, ničoha nie prykładajecca. Adna pajka.

***

15 studzienia — heta siońnia. Siońnia budzie sieans masavaha varjactva ŭ ŚMI. Praviadzicie jaho bieź mianie.

Ja pabiahu zranku ŭ les, vyryju sabie ziamlanku, zapalu vohnišča i adsiadžu hety dzień tam, smažačy sała i chleb, zapivajučy harbataj z termasu. Ja budu dumać pra sens prychodu Badchidcharmy ŭ Kitaj, zychodu habrejaŭ ź Jehiptu, źjaŭleńnia Buddy, Uvaskrašeńnia Jezusa i moj dzen i dzień naradžeńnia. Schaplu łyžy i pajedu za raku, siadu rankam na aŭtobus i źjedu ŭ adnu mnie viadomuju viosku, dzie niama elektryčnaści i žyvuć ślapyja i hłuchija babulki. Pajdu ŭ chatu adnaho dzieda, razburanuju, i budu ŭziracca ŭ paciamniełyja abrazy na kucie. Rvanu na dyziel na šeść ranicy i praz hadzinu-paŭtary budu na ŭkrainskaj terytoryi. Budu chadzić pa Čarnihavu i ŭhladacca ŭ stomlenyja maniekieny ŭ vitrynach. A viarnusia tolki nočču, ci nazaŭtra. Lepš praz tydzień. Ci pabiahu da siabra, vyhaniu jaho z kvatery, jak lisa zajčyka ŭ kazcy, vyrublu ŭsie kropki suviazi, vyrvu pravady ad radyjo, šnury z televizara, zasunu vatu ŭ vušy — i tak budu siadzieć da nočy, vyvučajučy malunki na špalerach i čytajučy čukockija kazki. Pajdu ŭ sutareńni i tam budu dzień pierabirać bulbu i morkvu — ź miecha ŭ miech, potym nazad. Pajdu na bierah raki i budu ŭhladacca ŭ lod, pakul nie ŭbaču rybu.

Nichto nie znojdzie mianie siońnia, jak by nie chacieli. I Hołem nie vyskačyć źnianacku na mianie. Bo sam na siabie nie vyskačyš.
Zamiatu ślady dzierkačom za saboj pa śniezie. Chaj bieź mianie projdzie hety dzień. Nivodzin srodak suviazi nie dasiahnie mianie. Ja paźbiehnu ŭsich sustreč, nie ŭbaču nivodnaha čałavieka, jaki spytaje: «A ty čuła? Bačyła? A jon skazaŭ, jon pahražaŭ, jon abiacaŭ, jon patrabavaŭ!». Vy nie znojdziecie mianie. Nichto.

Ja nie budu siońnia ŭziracca ŭ biezdań praz błakitnyja ekrany. Kab nie spałochacca, raptam ubačyŭšy tam svaje adlustravańnie.

Nie adčuć, jak padbirajecca da mianie piakielnaja sumieś siami kisialoŭ na vadzie. Ja pajdu šukać siabie ŭ inšaje miesca. Maje žadańni žadajuć majoj prysutnaści, maje mary marać i čakajuć majoj uvahi.
Клас
Панылы сорам
Ха-ха
Ого
Сумна
Абуральна

Chočaš padzialicca važnaj infarmacyjaj ananimna i kanfidencyjna?