Sprava Anatol Repin (z archiva aŭtara)

Sprava Anatol Repin (z archiva aŭtara)

Žurnalist “Bałtymor San” Ted Šełśbi i pałkoŭnik CRU Hlib Hajuk šyjuć žoŭta-błakitny ściah niezaležnaj Ukrainy.

Žurnalist “Bałtymor San” Ted Šełśbi i pałkoŭnik CRU Hlib Hajuk šyjuć žoŭta-błakitny ściah niezaležnaj Ukrainy.

Niechta Kus, kamientujučy na sajcie «Našaj Nivy» maje pieradapošnija natatki pra movu, «ukusiŭ»: «...ledź nie bolšuju častku žyćcia tvaryli pa­-rasiejsku i tolki časam niešta pa­-biełarusku».

I znoŭ Amieryka, 25 žniŭnia 1991, ź Ńju-­Jorka ruchajemsia ŭ Bałtymor. U delehacyi žurnalistaŭ maskoŭcy z haziety «Trud», ukraincy z roznych vydańniaŭ. Ź Biełarusi ja adzin. Raptam adniekul źjaŭlajecca dziŭnavataja słuchaŭka. «Spadarožnikavy, — hanarliva paviedamlaje Hlib, — možna parazmaŭlać ź luboj kropkaj płaniety».

Hlib — pałkoŭnik CRU, prafiesar hieahrafii, padrablaje tym, što padstryhaje travu, bo vielmi lubić hety zaniatak.

Pra CRU i travu my daviedajemsia paźniej. A pakul viedajem, što karaniami jon z Vałyni, pierakładaje nam z anhielskaj movy na ruskuju i ŭkrainskuju i čamuści, zachłynajučysia ad nieviadoma skul žalu, śpiavaje pra «sotniu junych bojcov»...

Telefon narešcie traplaje da mianie, Repin śmiajecca: «Nu, davaj, telefanuj žoncy!» Ale ja telefanuju Buraŭkinu, na toj čas pradstaŭniku Biełarusi ŭ AAN. Hienadź Mikałajevič ździŭlajecca, moŭčki słuchaje, jak viesieła my ruchajemsia ŭ Bałtymor, i raptam pytajecca: «Dy ty ci viedaješ navinu?!»

Praz chvilinu ja kryču: «Cicha! Cicha! Biełaruś abviaściła niezaležnaść!»

I sapraŭdy stała cicha. «Nu, voś, — sa skruchaj vymaviŭ Repin, — i mahiły baćkoŭ bieź vizy nie naviedaješ...» «Dy słuchaj ty jaho! — uschapiŭsia Varłamaŭ. — Niezaležnaść... U ich navat movy svajoj niama!» — «Jak heta — niama?» — ja ŭstaŭ i nakiravaŭsia ŭ bok Varłamava. «A tak, drennaja ruskaja... Trapkaj pa bruchu!» «Supakojciesia, — Repin padniaŭsia ź miesca i staŭ pamiž nami, — nie chapała jašče za miažoj pabicca... A mova, Jura, u biełarusaŭ jość, svaja mova...»

Varłamaŭ niešta pramarmytaŭ, a ja pryhadaŭ minułuju vosień, suchi, da piarchoty ŭ horle, soniečny dzień, razvarušany tankami palihon, pasochłuju travu na vypasie i pylny prasiołak uharu, da mohiłak. Uzabraŭšysia, my — Repin, jahony brat Barys i ja — raściłajem la mahiły, dzie pachavanyja ich mama i tata, pościłku, raźbirajem avośku ź niachitraj ježaj — jaječki, pamidory, cybuliny, niešta jašče, siadajem na sahretuju vieraśnioŭskim soniejkam ziamlu i puskajem pa kole hraniony stakan na pamin i supakoj ich baćkoŭskich duš... I tak štohod.

Unizie patanaje ŭ sadach Marjina Horka, dzie prajšło paślavajennaje dziacinstva bratoŭ Repinych, dzie staić jašče taja chata, kudy ź Minsku pierabraŭsia z žonkaj Barys, i rodziać drevy, što nasadzili baćki...

Marjina Horka, stancyja, kałmatyja varoniny hniozdy na starych biarozach, pach čyhunki, hudki paravozaŭ i daroha — u Maskvu, na vučobu mižnarodnaj žurnalistycy... A potym — u Kair. A potym — u Vašynhton, na doŭhija šeść hadoŭ... I toj nialotny dzień, kali pamierła matula, i jon nie paśpieŭ...

Dzień, ź jakoha pačałosia naša siabroŭstva.

...Bojki za miažoj, dziakuj Bohu, nie adbyłosia. A niedzie ŭ kastryčniku prahučaŭ telefonny zvanok, i ja pačuŭ sipłavaty hołas Varłamava: «Ty znaješ, čto u Riepina jubilej? My tut hazietu jemu diełajem, napiši pozdravlenije druhu». — «Koniečno, napišu. Tolko na biełorusskom». — «Na kakom chočieš...»

Praź niekalki dzion ja pačuŭ: «Čto ty tut navalał?! Ničieho poniať nievozmožno!» — «Riepin pojmiet».

U mianie niama zvyčki drukavać svaje vieršy, tym bolš pryvatnyja vieršy-­vinšavańni. Ale zaraz pasprabuju. Jon mnie samomu padabajecca, toj vierš. I nazva padabajecca — «Karani».

Jakaja vosień! Čyrvanieje les.
Prycich na varcie vartaŭnik-­iadłoviec.
Taki niepierakładny cichi źmiest
Va ŭsim.
Takaja, Tola, spoviedź.
Čamu ž, skažy, to stryt, to avieniu
Tak vabiać nas? Ale ž na sercy horka.
Mo byccam niejki ćvik ŭ karaniu,
Što jość i byŭ spradviek — Marjina Horka...
Kali pačućci prahnuć cišyni,
Toj, što śviatłom kryničnym ljecca ź niebaschiłu,
Nie avieniu nas ciahnuć — karani.
Toj rodny kut, jaki tabie tak miły...

Repin adhuknuŭsia svaim vieršam na biełaruskaj movie. Tam ryfmavałasia «Ruś — Biełaruś»...

Jon byŭ całkam saviecki čałaviek, žyŭ nie ŭ Vialikim Kniastvie Litoŭskim, nie ŭ Rasijskaj impieryi, a ŭ Savieckim Sajuzie, i vielmi baluča ŭspryniaŭ raspad dziaržavy, u jakoj naradziŭsia i žyŭ. Imavierna jašče tamu, što adčuvaŭ pahrozu być nazaŭždy adarvanym ad Baćkaŭščyny, navat pachavanym niedzie daloka.

«Tabie dobra, — havaryŭ ci to žartam, ci to ŭsurjoz, — pachavajuć pobač z baćkami. A što mnie rabić?» My nie raz spračalisia ź im nakont tahačasnych padziej, jakija možna ŭžo ličyć histaryčnymi. Ale ž jon nikoli nie vykazvaŭ pahardlivyja adnosiny da Biełarusi i jaje movy. Darečy, viedaŭ jon mnostva moŭ, ci nie vosiem.

...Pamior Repin na pačatku 2000-­ch, u krasaviku.

Ad insultu, chvaroby, jakoj ściarohsia bolš za inšyja, bo vielmi strašyŭsia zhubić pamiać. Amal sutki pa jahonym pieradśmiarotnym pažadańni vieźli aŭtobusam z Maskvy ŭ Marjinu Horku trunu z prostych došak. Da baćkoŭ, u rodny kut.

Razam z trunoj pryjechaŭ i Varłamaŭ.

Kali chavali, trymaŭsia navoddal, a pa darozie da chaty, dzie ŭžo nakryty byŭ paminalny stoł, nabliziŭsia da mianie.

«Ty, Siarhiej... voś što... prabač mianie...»

Ja zapytalna pahladzieŭ jamu ŭ vočy.

«Nu, za toje... u Amierycy...».

Клас
Панылы сорам
Ха-ха
Ого
Сумна
Абуральна

Chočaš padzialicca važnaj infarmacyjaj ananimna i kanfidencyjna?