Vypadkova ci nie, ale atrymlivajecca, što niekalki zapisaŭ zapar ja rablu pra katalikoŭ i nakont katalikoŭ. Praŭda, pa bolšaści vysokaha ranhu – na ŭzroŭni vyšejšaj hierarchii. A zaraz ja chaču raspavieści pra asabistuju sustreču z katalikom. Dakładniej – hreka-katalikom. I choć taksama śviatarom, ale zvyčajnym. Maładym i, kali tak možna kazać, radavym.

Treba skazać, što raniej mnie asabliva nie prychodziłasia kantaktavać sa śviatarami-katalikami. Niejak navohuł bolš z pratestantami, dakładniej – baptystami. Z katalikami pamiataju tolki karotkija razmovy z ajcom Janam Matusievičam, ajcom Uładzisłavam Zavalniukom… Jašče adnojčy mianie nastajaciel pasyłaŭ pa adnoj, skažam tak, dyplamatyčnaj spravie da ajca Albierta, jaki słužyŭ na Kalvaryjskich mohiłkach. Ale ŭsio heta było vielmi koratka, navat farmalna. I, zrazumieła, pry adsutnaści žyvych kantaktaŭ mižvolna traplaješ u pałon niejkich stereatypaŭ i ŭstanovak, jakija farmujucca pad upłyvam usiakaha kštałtu pa sutnaści virtualnaj infarmacyi, jakoj tak bahaty siońnia śviet…

Nie skažu, što hetaja sustreča, jakaja adbyłasia na minułym tydni, tak užo kardynalna paŭpłyvała na maje virtualnyja ŭstanoŭki. Ale jana dała niejkija novyja nia stolki viedy, kolki ŭražańni. Zdajecca, tak prosta prosta – čaściej sustrakacca z žyvymi ludźmi. Bo što nia robicca ŭ śviecie, usio robicca praz kankretnych ludziej.

Dyk voś tak atrymałasia, što Haspodź padaravaŭ mnie sustreču z takim čałaviekam jak ajciec Andrej Bujnič. I nia tolki mnie adnamu. My, čaćviora pravasłaŭnych, pryjšli pa jaho zaprašeńniu na prahlad i abmierkavańnie filmu, što jon robić dla ŭsich žadajučych kožny aŭtorak.

Hreka-katalikoŭ ŭ Miensku i tak nia tak šmat, a na roznyja takija sustrečy zvyčajna źbirajecca nievialičkaja kolkaść viernikaŭ navat i ŭ pravasłaŭnych. Tamu my čaćviora skłali pałovu ŭsich prysutnych.

My sustrelisia sa śviatarom, i ŭ hety raz i sam film taksama byŭ pra śviatara. Trahičnyja abstaviny jaho žyćcia stali vyprabavańniem na sapraŭdnaść jahonaha śviatarstva. I praz heta pierad hledačom adkryvajecca niaprosty mir čałavieka, jaki musić vieści ludziej, ale sam ŭ takim abstavinach, što nia viedaje, kudy iści jamu samamu, jak žyć, jak stavicca dla svajoj asabistaj trahiedyi. Stvaralnikam filmu ŭdałosia pakazać, što pad sutanaj prosty navat słaby čałaviek, ale, jak ni paradaksalna, mienavita praz hetuju prastatu adkryvajecca ŭsia składanaść i adkaznaść śviatarskaha słužeńnia.

U hetym byŭ sens filma, i tamu temaj abmierkavańnia paśla jaho była, zrazumieła, tema śviatarstva. Ale nia tolki. Razam z tym pajšła havorka i ab adkaznaści kožnaha viernika pierad ludźmi, jahonaha staŭleńnia da Boha. Bo ŭ hłybokim sensie my ŭsie śviatary. Haspodź zaklikaŭ nas da ŭsieahulnaha śviatarstva, pra jakoje vielmi pranikliva kaža apostał Piotr:

“Ale vy - rod vybrany, carskaje śviatarstva, narod śviaty, ludzi nabytyja, kab abviaščać daskanałaść Taho, Chto vyklikaŭ vas ź ciemry ŭ cudoŭnaje Svajo śviatło”

(1Piet.2:9)

My paklikany nieści śviatło Božaje ŭ hety śviet. Usie, ale, zrazumieła, najbolš usiaho ludzi čakajuć śviatła ad tych ludziej, jakich samo hetaje “usieahulnaje śviatarstva” nazyvaje śviatarstvam. Śviatarstva ŭ śviatarstvie, atrymlivajecca.

I mahu skazać, što mienskaja hreka-katalickaja supolnaść nabyła ŭ asobie ajca Andreja takoha pastyra, jaki zdolny dadać značnuju častku Božaha ŭ navakolny śviet. Nie, ja nie kažu pra niejkuju takuju asablivuju “śviataść” – heta takaja reč, pra jakuju adrazu pa adnoj sustrečy i nia varta rabić vysnovy. Ale adrazu padkupiła takaja niepadrobnaja ščyraść adkrytaść i čułaść. Niešta takoje, što dazvalaje bačyć u śviatary nia tolki ajca, ale i dobraha siabra, ź jakim možna i paraicca, i paspračacca.

U toj viečar my jak raz paspračalisia šmat. I miescami davoli rezka. Ale hetaja rezkaja tamu i była mahčymaja, što my adčuvali siabroŭstva. I nia tolki z boku ajca Andreja, ale i ŭsich prysutnych…

Skažu jašče, što na minułym tydni a. Andrej adkryŭ svoj błoh u Žyvym Žurnale. Adzin ź pieršych zapisaŭ nazyvajecca “Pra teror”. I pačynajecca jon tak:

“Ja suprać teroru. Suprać teroru pad kožnaj jaho postaćciu. Biezumoŭna mnie nieabyjakava baradźba suprać isłamskich ekstrymistaŭ... Mova adnak pojdzie siońnia pra ekstrymizm inšaha hatunku – naš, rodny, tutejšy.

Achviarami jaho źjaŭlajemsia my ŭsie. Nichto nia viedaje, kali biada napatkaje nas: na vulicy, kala kramy, u padjeździe? Nažal hety teror staŭsia častkaj našaha štodzionnaha žyćcia. Možna skazać “chleb naš nasuŝnyj”. Jon staŭsia čymści, na što nie źviartajem uvahu, jon staŭsia normaj. U im niama ničoha nadzvyčajnaha, bo jon jość paŭsiul u našaj krainie: i ŭ vioscy i ŭ horadzie, na pracy i ŭ adpačynku. Achviarami jaho robiacca maładyja i staryja, žančyny i mužčyny. Na jaho šlachu nie źjaŭlajucca pieraškodami ani toŭstyja ścieny, ani mietalovyja dźviery…

Što heta za teror taki? Cikava? Tady prychodźcie, čytajcie i kamentujcie tut.

Клас
Панылы сорам
Ха-ха
Ого
Сумна
Абуральна

Chočaš padzialicca važnaj infarmacyjaj ananimna i kanfidencyjna?