Usie pahladieli intervjušačku? Nu, jahonuju —im. Abmierkavali, pierasvarylisia. A ja nie hladzieŭ.

Ja kidaŭ palić sto razoŭ. Jak i zaviaščaŭ Mark Tven. Z zaŭtrašniaha dnia, z paniadziełka, z Novaha hoda, z dnia naradžeńnia. Ja kidaŭ pierachodam na lohkija i supierlohkija, ź pierachodam na elektronnyja z panižeńniem utrymańnia nikacinu ŭ roščynie. Ale sapraŭdy pierastaŭ — kali pierastaŭ i ŭsio. Da hetaha času zamiest taho, kab skiravać svaje siły na toje, kab nie palić i radavacca, ja dakazvaŭ sabie, što para cyharet na dzień — nie škodna. Ci što elektronnyja — nie škodna. Ci što ad taho, što ja budu kuryć vyklučna «pad piva», ničoha strašnaha nie zdarycca. Ale zdarałasia i ja, adpakutavaŭšy bieź nikacinu, tydzień-dva, iznoŭ smaliŭ jak paravoz. Inakš kažučy, siarod usich unutranych madalnaściaŭ daminavała na samoj spravie – chacieńnieniechacieńnia chacieńnia nie chacieć palić. I tamu paleńnie praciahvałasia. Ź intervjujavanam našym toje samaje ŭ cełym i prablemka — nie Łukašenka sam pa sabie, a naša praha mieć prezidenta adekvatnaha našym ža žadańniam. Za jakoha nie soramna. Jaki i chakieist, i intelektuał. Jaki nie prosta «kidaje rašku», a robić niešta dla padšefnych miljonaŭ. I dumaješ: nu voś na hety raz jon ža skazaŭ, što «Krym nie ich», dyk moža… A voś jamu Mierkiel ruku pacisnuła, i heta značyć…A voś jon Statkieviča ŭzhadaŭ, i ciapier, biassprečna, narešcie…Dyk voś ni chrana, darahija maje. Nichra-na. Kali muž adzin raz źbiŭ žonku na horki jabłyk – ni chrana ŭžo nie budzie. Ščaściu kapiec. Kali niechta abakraŭ, abhavaryŭ inšaha čałavieka — ni chra-na. Z hetym čałaviekam – usio, a našy dabratlivyja i naiŭnyja spadzievy — heta ad naviaźlivaha žadańnia niežadańnia nie žadać Łukašenku: ciažka niekaha nie lubić tak doŭha i da taho ž nastolki bieśpierśpiektyŭna. Chočacca spraŭdžvać žadańni, tamu imkniešsia da sinierhii. Tak što heta nie jon nas padmanvaje, heta my chočam być padmanutymi.

Jon zaŭždy adzin i toj ža čałaviek. Kali zahrabaŭ pa stale svaimi rukami-markšejdarami padčas pres-kanfierencyjaŭ, kali davaŭ zahady na likvidacyju, kali sadžaŭ, kali chichikaŭ i tančyŭ ź ciołačkami ci całavaŭ Siardziučku, kali kazaŭ pra apošniaha pradprymalnika, kali radavaŭ nas tym, što «krymnienaš», kali kazaŭ nam pra vielič biełaruskaj historyi i sakavituju movu, kali ŭ čarhovy raz «pa prośbie naroda» pajšoŭ na vybary i kali na ich bliskuča pieramoža.

Jon byŭ adnym i tym ža, skažam tak, čałaviekam: maleńkim Sašam, studentam Sašam, dyrektaram saŭhasa Alaksandram. Zrazumieła, «skazaŭ» – heta takoje dapuščeńnie, dla jasnaści. Skazać pa sutnaści Alaksandr Ryhoryč ničoha asabliva nikoli i nie moh, bo jon nie nośbit idejaŭ, a nośbit refleksaŭ. Tamu abmiarkoŭvać jahonyja vystupleńni – značyć abmiarkoŭvać refleksy. Vam jany cikavyja? U čym?

Tak što ja, jak čałaviek, jaki palić kinuŭ z sotaha razu, vynies dla siabie, akramia škody, adnu karysnuju dumku: u śviecie stolki ludziej, jakija nie suprać taho, kab ciabie, skažam miakka, «padmanuć», tak što choć sam siabie paškaduj, nie padmanvaj.

Клас
Панылы сорам
Ха-ха
Ого
Сумна
Абуральна

Chočaš padzialicca važnaj infarmacyjaj ananimna i kanfidencyjna?