U Šury jość tolki sabaka Pałkan. Jon breša na mianie zdalok, blizka padyści nie aśmielvajecca.

— Pałkan jeści choča, — kažu. — Ty b pakarmiŭ jaho.

— Mać jaho dychała! Niachaj padochnie! To paskudny sabaka.

— Dziadźka Vałodzia kazaŭ, što Pałkan vaŭkoŭ haniaje.

— Srecca jon, a nie haniaje. Pšoŭ! Pšoŭ!

My ŭvajšli ŭ kuchniu. Hadoŭ dziesiać tamu pamierła Šurava matka, to jon uvieś čas žyvie adzin.

— Kolki ŭ ciabie pakojaŭ?

— Mo to try. At, nie viedaju! Ja ŭ chatu nie chadžu. Tam chałodna. Ja tut žyvu.

Kuchnia padobna na haraž majho brata. Ja ssunuŭ z prysłona vorach śmiardziučych anučak, sieŭ.

— Skidaj. Chalera jaho biary. To ciotka nie prybrała.

Raz na miesiac da Šury z Aŭciukoŭ chodzić ciotka, prybiraje jahonaje kubło. Ale Šura nie lubić toj dzień, bo ciotka svarycca.

— At, paskuda, jak moj Pałkan. Tolki breša. Ukusiła b, dyk zabiŭ by.

Šura dźmie ŭ šklanki, kab vylecieła śmiećcie, praciraje ich zasalenaj anučaj.

— Zaraz vypjem. Heta majo, sam hnaŭ. Niedzie ahurok byŭ. Nie, dziadźka, ja ahurki ŭ subotu źjeŭ, vybačaj. Na, chlebam zaniuchaj.

Mnie pić nie chočacca. Ale mušu chacia b vyhlad rabić, što pju, bo Šuraŭ noraŭ dobra viedaju. Mužyk jon spakojny, a potym jak chraśnie pa hałavie — i nie paśpieješ z chaty vybiehčy.

— Złamała mnie ŭsio žyćcio taja chachłuška. Ale ničoha, žyvu nie horaj za inšych. Chata je, ruki je, hałava je.

Pra jakuju chachłušku jon havora, ja jašče nie razumieju, ale ŭžo zdahadvajusia, što siońnia my pjom pad razmovy pra žančyn.

Na kuchni ciomna. Adzinaje nievialičkaje akienca vychodzić na poŭnač. Lampačka pad stollu śviecić ćmiana. Hniłoje pavietra stanovicca ciažkim ad smurodnych Šuravych cyharet. Ale ja siadžu i ciarpliva trymaju ŭ rukach šklanku. Šura vypivaje mo to treciuju.

— A-a-a, ja tabie ŭžo naliŭ? — dalivaje tolki sabie.

Siadzim moŭčki. Cišynia stanovicca nievynosnaj, ale ja nie namahajusia jaje parušyć. Šura doŭha hladzić na nož, što lažyć na stale. Ja dumaju: voś skončycca cišynia, skažu dalikatna, što chaču pajści da vietru. I vaźmu z saboj zaplečnik. Pakul Šura daciamić, što ja źbieh, ja budu ŭžo ŭ Aŭciukach, to nie dahonić. A mo i nie daznajecca, upadzie i zaśnie.

— Suka! — jon raptam bje pa stale kułakom.

Ja razumieju, što pajści da vietru — užo nie chitryk, a terminovaja patreba.

— Usio žyćcio mnie spahaniła! Čaho prysunułasia? Zabju, suka!

U našaj razmovie nastaje toj momant, kali dyjałoh uźnikaje pamiž Šuram i jahonym niabačnym surazmoŭcam. A ja stanaŭlusia vypadkovym śviedkam, jaki maje šaniec za podsłuch być pabitym. I sieŭ ža tak niazručna — Šuru nijak nie abminuć, kali raptam daviadziecca biehčy.

— Zabju, chachłucha!

Alesia — nijakaja nie chachłucha. Jana z aŭciukoŭskich dzievak. Kali Šura ŭ vojska pajšoŭ słužyć, jana vyskačyła za ŭkrainca i źjechała da jaho pad Čarnihaŭ. Šura viarnuŭsia i zabyŭsia, što takaja była. Pačaŭ jeździć na traktary, da dzievak čaplacca. Kali chałodna, to ŭ kačaharku ich vadziŭ, a kali ciopleńka, to ŭ chvojničak. Rukami ŭmieŭ nie tolki aŭciučak macać, moh z traktara zrabić viertalot i palacieć na im. To jahonaja matka — tady jašče žyvaja była — nie sumniavałasia, što syna niekali ŭčepić samaja sprytnaja aŭciučka i nie adčepicca ad jaho. To budzie ład, jak va ŭsich. Usie chłopcy tak — hulajuć, hulajuć, a potym:

— Matko, rež kabančyka, bo ja žaniusia.

— Žanisia, synku, daj vam Božańka ščaściejka dy dzietak zdarovieńkich. Dy kab soniejka ŭ vašyja vokny pazirała.

A pakul učepistaja aŭciučka nie patrapiłasia, Šura hulaŭ, kolki chaciełasia maładomu ciełu.

Ale viarnułasia ŭ viosku taja Alesia. Hadoŭ mo šeść ci siem jaje nie było. A tut pryjechała z čamadanam da svaich baćkoŭ. Byccam by muž prahnaŭ jaje z chaty. A ludzi nie durnyja byli, vušastyja, to i dačulisia, što mužyk jejny pamior.

Šura na traktary jechaŭ, a tut Alesia šlach pierachodziła. Zirnuła na jaho — Šura i źnijakavieŭ.

Matka viečaram baršču naliła, chłopiec jeści nie staŭ. Rankam pamyŭsia i pajechaŭ da Alesi. Staŭ la chaty, dzie jana žyła. Chvilinaŭ praź piatnaccać Alesia vyjšła, iznoŭ zirnuła na jaho.

— Ty, Šura, mo chočaš mianie na svaim traktary pakatać? To ŭ mianie spadnica niepryhožaja. A traktar u ciabie — vuń jaki pryhožy.

Šura zhubiŭsia dy moŭčki źjechaŭ.

Z tych časoŭ jaho by padmianili. Pierastaŭ vadzić dzievak u chvojnik. Paśla pracy jechaŭ dadomu. Staŭ maŭčać dy niešta sabie dumać.

Źjaviŭsia ŭ Šury sakret. Za chlavom pad naviesam jon vyrazaŭ ź vialikaj kałody Alesin biust. Kali toj byŭ amal hatovy, susiedskija chłapčuki ŭhledzieli dy puścili plotku pa vioscy: Šura zakachaŭsia ŭ Aleśku i choča joj pomnik z fantanam pastavić pasiarod dvara. Jon tak razzłavaŭsia ŭ toj dzień, što siakieraj razdrob biust i spaliŭ.

A adnojčy mocna napiŭsia, pryjšoŭ da Alesinaha akna, kab pryznacca va ŭsim, ale nie chapiła śmiełaści — i Šura zapłakaŭ. A jana niejak uhledzieła toje i nazaŭtra paśmiajałasia ź jaho:

— Ty, Šura, kali jašče płakać zachočaš, to prychodź. Tolki nie pad voknami płač. A ŭ aharodzie, bo pamidory sochnuć.

Šura staŭ pić čaściej. Matka hladzieła-hladzieła na jaho chvarobu, dy nie vytryvała — pamierła. A Alesia doŭha ŭ vioscy nie ŭsiedzieła, pajšła na niejkija kursy i źjechała ŭ Kalenkavičy.

Ja hladzieŭ na svaju pustuju šklanku i dumaŭ, što ŭžo nie bajusia Šuru. Užo nie strašny jon. Nie moža być strašnym čałaviek, jaki nosić pad sercam bol.

— Ja tabie pakažu jaje.

Šura padniaŭsia z tabureta, ale nie ŭstajaŭ i ŭpaŭ. Ja dapamoh jamu padniacca.

— Narmalna, narmalna, dziadźka. Ja šče nie pjany.

Jon pakorpaŭsia ŭ anučach na piečy i dastaŭ adtul nievialikuju fotakartku. Ź jaje pahladała maładaja ŭśmiešlivaja dziaŭčyna.

— Vo, hladzi jakaja paskuda.

— Pryhožaja.

— Ch*iožaja! To paskuda!

— Ja i baču, što ty śpiš ź joju na adnoj piečy.

— Ty, dziadźka, musić, daŭno aŭciukoŭskaha kułaka blizka nie bačyŭ? To ja pakažu tabie.

Nie, nie moža być strašnym čałaviek, jaki nosić pad sercam bol.

Zanačavaŭ ja ŭ dziadźki Vałodzi. Nočču saśniŭ Alesiu. My jeli pamidory ŭ aharodzie, a Šura stajaŭ tam niby pudziła i płakaŭ.

Zranku pajšoŭ ja na aŭtobusny prypynak. Pałkan zdalok pačaŭ pryvietliva brachać na mianie. Šura niespakojna mieraŭ krokami daŭžyniu bardziura. Jon byŭ pamyty i paholeny. Pach adekałona pierabivaŭ pach chvojaŭ u lesie.

Mianie Šura nie paznaŭ, bo byŭ ćviarozy, ale padobny na brahu: niešta ŭnutry jaho burliła, nie davała stajać na adnym miescy.

By čužyja adzin adnamu, my moŭčki ŭhladalisia ŭ sini płot, skul musiŭ paviarnuć aŭtobus na Kalenkavičy.

Клас
1
Панылы сорам
0
Ха-ха
0
Ого
0
Сумна
0
Абуральна
0