Ilustracyjnaje fota Nadziei Bužan.

Ilustracyjnaje fota Nadziei Bužan.

Vyjšaŭ z padjezda svajho doma ŭ Parafjanavie a 9-j ranicy. Idu pa pa šašy na Dokšycy, hladžu na pryciarušanyja śnieham haliny jołak kala darohi. Za miastečkam baču na poli lisicu. Jana stajała, ubačyła mianie — i rvanułasia ŭciakać.

U Minsku sa svajoj kvatery ja vychodziŭ z bolšaj radaściu, čym tut. Tam — siabry, siabroŭki, znajomyja, cikavyja surazmoŭcy. Adnak praź niekatory čas hublajecca sens byćcia ŭ Minsku. Pastajannaje atrymańnie haścinnaści, ŭvahi, novych viedaŭ i ŭražvańniaŭ nadakučvaje. I mianie ciahnie ŭ sumnuju pravincyju, dzie ja mahu niešta i addać - rodnym, ziemlakam, miascovamu hramadstvu. I voś ja ŭstaŭ ranicaj i ciahnusia pa šašy, spadziejučysia złavić spadarožnuju mašynu.

Kiłamietr za vioskaj Śvirki, za try kiłamietry ad Parafjanava, spyniajecca mašyna da Dokšyc.

Z Dokšyc na Hłybokaje vyjazdžaju chutka — pieršaja mašyna spyniajecca kala staroj zapraŭki. U Hłybokaje ja jedu, bo duža prasiŭ karespandent televizii, kab pryjechaŭ zapisacca. Telefanuju i kažu: «Spyniŭ mašynu, čałaviek jedzie na vulicu Radziviłaŭskuju, na aŭtastancyi budu kala dziasiataj sorak».

«Vy havorycie pa-biełarusku… Ciapier mała chto havoryć pa-biełarusku… Bolšaść na trasiancy, miašanaj movie, ruskaj i biełaruskaj, nie raźbiarešsia», — kaža mnie kiroŭca.

Na aŭtastancyi zachodžu ŭ bufiet, kuplaju čaburek. «Vy čysta pa-biełarusku havorycie…» — kaža mnie mahazinščyca. Atrymlivaju čaburek, kažu «dziakuj» — mahazinščyca ŭśmichajecca mnie.

Z 10:30 da 14:20 vyjechać aŭtobusam u Dokšycy niemahčyma. Miascovyja transpartniki ŭparta voziać u śviatočnyja dni pa raskładzie pracoŭnaha dnia. Pad Viciebskam, Minskam na śviaty pryharadnyja aŭtobusy chodziać pa raskładzie niadzieli. Ciahniki na Biełaruskaj Čyhuncy — taksama. Ale aŭtaparki ŭ Dokšycach i Hłybokim i miascovyja rajvykankamy nie dajuć mahčymaści ludziam na śviata adviedać svajakoŭ u dalokich vioskach — «ekanamična niemetazhodna».

Idu na raźviazku na ŭskrainie horada. Praz dvaccać dźvie chviliny spyniajecca mašyna da Dokšyc. Pobač z kiroŭcam - pryhožaja maładaja žančyna sa śvietłymi vałasami i akuratna nafarbavanymi vusnami. Pavaročvajecca da mianie:

— Vas słučajno nie Kostia zovut?

— Ja.

— Ja vas po intiernietu znaju. Vy mnoho na biełorusskom jazykie pišietie…

Kali b ludzi, jakija prychilna staviacca da biełaruskaj movy, pačali razmaŭlać pa-biełarusku — pa-biełarusku havaryła b pałova nasielnictva. A druhaja pałova pierajšła b na biełaruskuju, hledziačy na ich.

* * *

U Dokšycach idu na hości da baćki. Jon siońnia śviatkuje Kalady. Paśla strohaha, pa pravasłaŭnych kanonach, postu, na stale źjaviłasia i kaŭbasa, i hałubcy. Razmaŭlajem, potym pakazvaju jamu na noŭtbuku pieradačy pra Hłybokaje z maim udziełam.

— Heta ž jak treba było hetyja chramy pabudavać! I takija vysokija, i pryhoža zroblenyja, i ŭsio biez techniki… Ciapier tak nie zrobiać, - kaža baćka.

Ad baćki idu ŭ baptysckuju carkvu. Alona, prychadžanka carkvy, zaprasiła mianie pahladzieć kaladnuju scenku, jakuju pastavili dzieci i darosłyja z carkvy. Scenka atrymałasia vydatnaja — nakolki vydatnaj jana moža być u maleńkaj pravincyjnaj carkvie, jakaja achviarna ŭkłała šmat času i siłaŭ na repietycyi, dekaracyi, kaściumy.

Scenku možna było b śmieła pastavić i ŭ domie kultury, i ŭ škole. Ale chto puścić baptystaŭ u škołu abo kłub u «pravasłaŭnaj» dziaržavie, dzie pravasłaŭnyja nastaŭniki i rabotniki kultury dajuć prava vystupać svajoj kanfiesii, a inšyja kanfiesii nie žadajuć bačyć…

Alona raskazvaje pra niadaŭniuju śmierć adnaho čałavieka ŭ Dokšycach. Pamior rana, piŭ harełku. «Jon chacieŭ byŭ chadzić u carkvu, ale žonka nie dazvoliła: kazała, niachaj lepš pje, čym budzie baptystam».

Ciomnyja, niaščasnyja ludzi!

Na aŭtastancyi kuplaju kvitok na aŭtobus da Kruleŭščyny. Aŭtobus, jaki maje status chutkasnaha i na jaki pradajuć kvitki pa padvyšanym košcie, idzie dvaccać kiłamietraŭ za tryccać piać chvilin. Viečaram, užo ŭpociemkach, idu pa rodnaj vulicy ŭ dom, dzie ja vyhadavaŭsia, dzie žyvie maci. Vulica ślizkaja i niaroŭnaja, sprava iduć dźvie čyhunačnyja linii, harać čyrvonym uvachodnyja śviatłafory. Voś tut, kala piaćsot piaćdziasiat šostaha kiłamietra ad stancyi Bałahoje, druhoha pikieta, ja i vyhadavaŭsia.

Zachodžu ŭ chatu. Dastaju i kładu na stoł sušy z supiermarkieta «Santa», što niadaŭna adkryŭsia u Dokšycach — vyrašyŭ pačastavać maci japonskimi prysmakami. Dastaju z zaplečnika nievialiki padarunak — kalandar «Zorny čas» z fotazdymkami Viktara Małyščyca dy apošni numar «Našaj historyi». Vypili pa kubku zialonaj harbaty. Maci kaža, što ranicaj pračytała svaim pravasłaŭnym siabroŭkam kaladnaje vinšavańnie, jakoje ja apublikavaŭ u «Adnakłaśnikach», i jany jaho nadta ŭpadabali.

Zajšoŭ u spalniu. Prysieŭ i pahladzieŭ u akno, praź jakoje ŭsio dziacinstva hladzieŭ na navakolny śviet. Ciomna. Niekalki jabłyń na aharodzie. Čyhunka. Z kominu kačaharki ŭ čyhunačnym laśnictvie idzie dym. Z hetaha akna ja niekali hladzieŭ na ciahniki, ličyŭ vahony, zapisvaŭ numary ciepłavozaŭ. Adsiul pajšła maja cikaŭnaść da navakolnaha śvietu. A ciapier hety vyhlad zdaŭsia mnie niejkim sumnym.

Raźvitvajusia z maci, vychodžu z chaty. Pierachodžu čyhunku, idu pa nasypie kolišniaha vyciažnoha puci. Pad nahami letašniaja trava i pareštki śviežaha śniehu. Čyrvonym śvieciać uvachodnyja śvietłafory, sinim — manieŭrovyja kala pierajezdu. Dalej — čyrvonyja karlikavyja śvietłafory. Niby kaladnaja hirlanda hety rossyp ahnioŭ vialikaj čyhunačnaj stancyi. U tvar vieje vilhotny viecier, pad nahami mokra, i niejki sum na dušy.

Prychodžu na vakzał, i prašu ŭ kasie kvitok na siońnia, na ciahnik numar šeśćsot sorak adzin, adzin płackartny, da Parafjanava.

07.01.2020, Parafjanava — Hłybokaje — Dokšycy — Kruleŭščyna — Parafjanava.

Клас
0
Панылы сорам
0
Ха-ха
0
Ого
0
Сумна
0
Абуральна
0

Chočaš padzialicca važnaj infarmacyjaj ananimna i kanfidencyjna?