Horadnia źviartajecca da ciabie videašeraham, pramaŭlaje saštukavanym abliččam, tvarami, scenami, vobrazami, jakija ŭźnikajuć u tvajoj hałavie, pryciahvaje ŭvahu fasadami, vitrynami, šyldami. Moža nia ŭsie na heta abaviazkova zvažajuć, nia ŭsie majuć patrebu, chaj, tabie cikava, tabie nieabchodna. Ty idzieš niby pa kirmašu: kava, harbata, mandaryny, šproty, pamidory, bulba, buraki…

Pierad domam načalstva čarha z aŭtobusaŭ, šyldački na šybach: da nas zavitali abrancy česnych vybarščykaŭ! Miahkija aŭtobusy, apošni ściplejšy, ale z ahramadnymi leninami na borcie i hanarlivym nadpisam — «leninanosnaja niekalki razoŭ vobłaść»! A vy kažacie ŭ Jaŭropu za vušy možna vyciahnuć, pasprabujcie! Žančyna‑čynoŭnica razhladaje zacikaŭlena novy časopis, napružvaješ bakavy zrok: na vokładcy ź pijetetam padadziena «PRAVDA» leninskaja. Illič darahi, 2009 hod na vulicy!

Idealahična‑leninski nastroj krychu mikšyruje bronzavy kupidon z łukam, ty ŭžo niejk pisaŭ, što dazvolili jaho pastavić u niepasrednaj blizkaści ad dziaržaŭnaha hmachu z umovaj: «siusiu» schavać! Jaje sapraŭdy niama. Ale načalstvu ŭsio roŭna niama času, kab raźniavolicca, strału zamović u chłopčyka z kryłcami, jano praciahvaje študziravać «PRAVDU». Aj, da djabła sa svajoj «PRAVDAJ» — hazetaj ź niaścipłaj nazvaj, jak napisaŭ adzin sučasny rasiejski piśmieńnik. A ty lepiej — da teatru, dzie Mickievič z krakaŭskim akcentam. A heta sapraŭdy padzieja, tamtejšaja trupa «maski, lalki i aktora» siudy jašče nie traplała. Chaj svaju «PRAVDU» čytajuć‑nie načytajucca, a ty pahladzi i pasłuchaj «balady i ramansy», palaki pryvieźli vašaha Mickieviča, a režyserka maje proźvišča chutčej słavackaje albo českaje. Mižvolnaja dumka: ci viedajuć, što na hetaj vulicy, za čatyrysta metraŭ bronzavy hołaŭ paeta, jakoha padaravała miesta Varšava, ci schodziać da jaho, ci nie?

Vychodziš z teatru i kuplaješ hazetku: znajomyja tvary! U artykule «Apcimizacyja ŭnušaje apcimizm» ludzi ŭ biełych chałatach z cełafanavymi šapačkami jak dla dušu, jakija vydatna spaziravali: razhladajuć štoś u žmienach u plemptuškarepraduktary. Što ž, usio ŭ nas krucicca, kamu vajna, a kamu mać radnaja, u sensie kamu kryzis, a kamu tolki niastrymny ŭzdym i roskvit niesuśvietny, pradukcyja — z roha ŭsiaho mnoha, ličby ŭsio bryniajuć, paprostu NEP jakiści, Illič by paradavaŭsia, jak pić dać.

Zbočvaješ za roh, znoŭku znajomyja tvary i vielmi admietnaja bahataja šavialura! Heta ž udzielniki supolnaj miždziaržaŭnaj kamisii, jakija voś tolki ŭ avalnaj karaleŭskaj zale słuchali dakłady pra pośpiechi vašaj restaŭracyi, pra pieradavyja pazycyi, na jakich vy apynulisia, dziakujučy ŭłasnaj prazie ŭstavić jašče što‑niebudź u śpis JUNIESKO. Hid pakazvaje rukoj ekskluzyŭnym haściam na trochpaviarchovuju kamianicu zapolskaha času, usie pavaročvajucca, biarucca za fotaaparaty. Šanoŭnyja siabry, heta naš hatel, darečy — nazva vašaja — polskaja, «Biełastok»! Byŭ zakryty 21 hod nazad! Što z hetaha vynikaje, šanoŭnyja siabry? Toje, što my padychodzim da restaŭracyi nia z šablami nahała, a rychtujemsia cacku zrabić, što ŭsiamu śvietu zajzdraść!

Pojdziem dalej, a dalej padzieja ŭ Starym zamku, nia nadta hučnaja, uvohule kameralnaja chutčej, kali ščyra. Na skryžavańni pierad pažarnaj viežaj čakajecie śvietłaforu ŭtroch sa znajomymi mastakami, hladzicie u nieba, na viežy nad hałavoj staroha pažarnika prymacavali lampu — padśviečvać. Pierachodzicie vulicu kaštalana zamka, nasustrač publika zamiežnaha vyhladu, jany hladziać na vas, vy na ich, paśmichajeciesia. Nievierahodna, palaki! Niaŭžo, niaŭžo, inturyst cuham pavaliŭ narešcie, jak maryła načalstva?!

Na dziadzincy navina — pastavili scenu, ujaŭlajecie — u Starym zamku fest džazavy! Ale vam unutr, uźnimajeciesia leśvicami, naprava, znoŭku naprava, naleva — pakoi, zali, kalidory, labirynty: harmaty, kulamioty, čyrvonyja ściahi, byccam nie ŭ karaleŭskich apartamentach, a ŭ krepaści‑hieroi apynulisia, jakuju naviedali svaim časam navat fiurer z duče, a Josif nie pažadaŭ… U patrebnaj zale — u samym kancy, kutniaj — paŭnočna‑zachodniaj polskija plakaty i linaryty, ździŭlaje, što aŭtary supracoŭničajuć z kaściołam, a paŭsiul vyrazna eratyčnyja matyvy. Uźnimaješ hałavu — halereja z kavanaj aharodžaj, pry Stefanie Batoryi napeŭna ž miesca dla muzyčnaj kapeły. Chacia tabie zdajecca, a čamu b samomu karalu nie skazać było ciopłaje słova dla sabranych na bal haściej, nahadaŭšy, što za ścienami ściuža, śniežań, a mahnateryju i šlachtu čakaje takajskaje? Voś jano, darečy, raźlita pa kielichach, ty vaźmi adnak badaj čyrvonaha.

A na padvorku ŭžo roščyna hatovaja: sprabujuć instrumenty, hrajuć uryŭki, dziaŭčaty z saksafonami spuskajucca z hanku, abapał bronzavyja harmaty, vyłaŭlenyja ŭ Niomanie, i kamiennyja kuli, robiš zdymki. Dziaŭčaty z saksafonami — heta ŭražvaje, u rylcy — skrutki z notami, saksafon tabie zdavaŭsia dahetul zusim mužčynskim instrumentam. Cikava, kab mastaki hetyja ŭbačyli saksafony ŭ rukach dziavočych, što b u ich namalavałasia? Ad dvuch daśviedčanych ludziej čuješ dźvie naviny. Adna nie navina, zrešty, daklaravali pastavić scenu spačatku na napaŭrazburanym mury pa‑nad Niomnam, ale ściana zamałaja, a było b hrandyjozna! Druhoje: zaŭždy takija kancerty ŭ zamku Novym, a ciapier — nie, tam buduć sustrakacca dva vialikija načalniki — vaš ź litoŭcam.

Jak fajna adčuć žyćcio horadu, jahony puls, pasłuchać džaz u Starym zamku, ale ž u ciabie kvitki na teatralnuju premjeru… Spektakl — žeść, publika pryhałomšana, jana paprostu ŭ šoku, ty sprabuješ zasiarodzicca, sparadkavać dumki. Na scenie tolki dva čałavieki: kabieta‑blandynka i jaje nienarmalny synok, jon viartajecca z fašystoŭskaj zborki i pačynaje jaje muštravać: ustać — lehčy! Karaciej, upaŭ‑adžaŭsia. Jana, što — maci‑kraina? Ci ty vydumlaješ? U peŭnym sensie, pakolki ŭsio bolš litaralna i žorstka, samo saboj. Prydumaŭ palak, jaki schavaŭsia za jakimści skandynaŭskim pseŭdanimam. Siońnia adnyja palaki!

Na džaz‑feście jany taksama, polskija saksafanisty i litoŭskija, i vašyja saksafanistki… Paśla ŭsiaho ty siadziš z kielicham čyrvonaha, haradzienski dzień zhas, tabie ujaŭlajecca, jak dvuch dziaržaŭnych načalnikaŭ zaprosiać pasłuchać muzyku, bo zusim nievypadkova fest u zamku mižnarodny, ź litoŭskim udziełam, a načalstvu patrebnaja taksama kulturnaja prahrama paśla surjoznych hutarak, pasłuchać džaz — fajny vynik dnia. Litoŭski čynoŭnik bačyć pieknych saksafanistak i jamu chočacca patrymać u rukach saksafon, štoś skazać ciopłaje, navat hareźlivaje. Miascovamu taksama chaciełasia b, ale jamu niedarečna ŭzhadvajecca zaakijanski saksafanist‑zalotnik ź Biełaha domu, jakoha dahetul lubić chvastać dziaržaŭnaja prapahanda, i jon z palohkaj addaje rej łabasu vakarasu.

Клас
0
Панылы сорам
0
Ха-ха
0
Ого
0
Сумна
0
Абуральна
0

Chočaš padzialicca važnaj infarmacyjaj ananimna i kanfidencyjna?