Siarhiej Płytkievič — aŭtarytetny čałaviek u śfiery turyzmu, jahonaje vydaviectva «Ryftur» stvaraje najvialikšuju kolkaść krajaznaŭčaj litaratury ŭ krainie: paštoŭki, pravadniki, fotaalbomy… Spadar Płytkievič pačaŭ zajmacca hetaj tematykaj u dalokim 1994 hodzie, kali i my jašče mała jeździli, i da nas praktyčna nichto. Što źmianiłasia za hety čas? Čym usio-tki pryvabić turystaŭ u Biełaruś? Čamu pierad domam pavinny raści kvietki, a nie bulba z cybulaj?

Pra heta «Źviazda» raspytała Siarhieja Płytkieviča.

«Turyzm adkryvaje ludziam vočy»

— Spadar Siarhiej, jak vy sami akreślicie toj kirunak, u jakim pracujecie?

— Ich niekalki. Pa-pieršaje, heta hazieta «Turyzm i adpačynak», ź jakoj my pačynali. Tam raspaviadajecca pra turyzm u śviecie i našaj krainie — pryčym z kožnym hodam u nas usie bolš i bolš mienavita pra Biełaruś. Pa-druhoje, vydaviectva «Ryftur», jakoje vydaje krajaznaŭčuju litaraturu i fotaalbomy taksama na 99% pra Biełaruś. I časopisy, jakija pieražyvajuć nie lepšyja časy, — «Fotamahija» i «Dzikaja pryroda». Jany taksama pra Biełaruś, ale roznaj tematyki.

— Kali vy pačynali, tema turyzmu, asabliva ŭnutranaha, była jak vypalenaje pole. Jak vam chapiła impetu ŭziacca za raspracoŭku hetaj tematyki?

— Kali my pačynali rabić hazietu, jakraz pačynalisia pajezdki našych hramadzian za miažu — heta było niešta novaje, cikavaje. Pajšła cełaja chvala ludziej, jakija atrymali mahčymaść niekudy pajechać. Było šmat uražańniaŭ, adkryvalisia novyja krainy. I nam heta było cikava. Ale paźniej, kali narod užo pajeździŭ pa roznych krainach i viarnuŭsia, to stali pa-inšamu hladzieć na svaju krainu. Turyzm adkryvaje vočy ludziam. Jany tady paraŭnoŭvajuć: a čamu my žyviom tak, a nie hetak? A čamu tam pryhoža, a ŭ nas nie nadta? A moža, nam taksama možna zrabić pryhoža? Naprykład, u pačatku 1990-ch hadoŭ mnohija atrymali dačy — i davaj adrazu chatu z usich bakoŭ absadžvać bulbaj dy aharodami. A paśla raptam vyśvietliłasia, što pierad chataj mohuć być nie bulba-kapusta, a pryhožyja kvietki, alpijskija horki, mini-aziorcy. Pacichu my pavaročvajemsia da Jeŭropy, da ŭsiaho śvietu.

— Heta značyć, vy ličycie, što biełarusam na svaich paletkach nie treba bulbu vyroščvać?

— Bulba pavinna raści dzieści ŭ svaim miescy. A pierad domam pavinny być kvietki, pavinna być pryhoža. Tamu što, kali budzie pryhoža pierad domam, to jość nadzieja, što i ŭ domie budzie dobra.


Dziakujučy dobraj fotatechnicy i viedańniu zvyčak žyvioł, Siarhieju Płytkieviču
ŭdajecca złavić samyja niečakanyja momanty: jak hetuju vavioračku, jakaja adpačyvaje.

«Našy bałoty mohuć prynosić karyść i hrošy!»

— Ci sutykalisia vy z takim mierkavańniem, kali našy ludzi niekudy źjeździli i pačynajuć kazać: voś tam pryhažość dyk pryhažość, a ŭ nas — ćchu! — niama čaho hladzieć!..

— Na žal, takoje vielmi časta sustrakajecca. I dumki pra heta jakraz i padšturchnuli mianie rabić pravadniki pa Biełarusi i fotaalbomy. U fotaalbomie «Niečakanaja Biełaruś» (samyja pryhožyja miaściny tam sfatahrafavanyja z samalota — H.Ł.) hałoŭnaja dumka takaja: pahladzicie navokał, my žyviom u cudoŭnym miescy! Jaho treba prosta bačyć, źviartać uvahu: što tam za polem, što tam za lesam. A lepš viedać, što na hetym poli, skažam, adbyłasia takaja bitva, jakaja mieła važnaje značeńnie dla našaj historyi. Albo što ŭ toj vioscy, albo ŭ tym miastečku naradziŭsia čałaviek, jaki zrabiŭ vielmi šmat dla Biełarusi, jakoha my pavinny pamiatać. Tamu kali ludzi čytajuć takija knižki, vandrujuć pa krainie — heta taksama plus. Spačatku my prosta vyjazdžali za miežy i dumali «ach, jak tam pryhoža!» Zaraz, ja dumaju, pavinny jeździć pa rodnaj krainie. Spačatku — źjeździć pahladzieć Mirski zamak, pahladzieć u Niaśvižy, jak žyli Radziviły. A potym pahladzieć, u jakim stanie znachodzicca zamak u Krevie ci ŭ Halšanach. I padumać: moža, stan hety treba mianiać?

— Adnak, bieručy ŭ ruki vašu knižku «Niečakanaja Biełaruś», mnohija ludzi, pabačyŭšy svaju rodnuju miaścinu, achajuć: «Nie moža być, kab u nas było tak pryhoža!.. Usio žyćcio pražyŭ — i ŭjavić nie moh!» Voś jon, paradoks: kab pabačyć hetuju pryhažość, treba pralacieć nad Biełaruśsiu na samalocie ci na pavietranym šary?

— Zrazumieła, kali idzieš pa bałocie, to adčuć pryhažość hetaha bałota vielmi ciažka. Možna adčuć zadavalnieńnie, chiba kali spynišsia, lažaš na kupinu dy vypješ čaho chałodnaha. A kali ty idzieš, i na plačach u ciabie ciažki zaplečnik — heta praca.

I zusim inšy pohlad, kali ty padymaješsia nad hetym bałotam.

Ty nie adčuvaješ dryhvu, u jakuju možna pravalicca. A bačyš, jak z hetych aziorcaŭ stvarajucca cełyja karunki, cełyja karciny. A naohuł, hałoŭnaja zadača ŭ tym, kab adčuć znakavaść hetych miaścin. Kali ludzi žyvuć u vioscy, dla ich bałota — heta drenna. Ale kali razvažać pra hetaje ž bałota z punktu hledžańnia cyvilizacyi, viedać, nakolki bałoty patrebnyja. Bieź lesu niemahčyma, a ŭžo dakazali, što bałoty jašče bolš karysnyja. A Biełaruś jakraz na bałoty vielmi bahataja. I chočacca, kab ludzi viedali heta i ŭśviedamlali. Bolš za toje — hetyja bałoty mohuć prynosić karyść i hrošy!

— Jak možna na bałocie zarabić hrošy i pryvabić turystaŭ?

— Jeŭrapiejskija turysty vielmi zacikaŭlenyja ŭ takich miaścinach — mienavita dzie zachavałasia sapraŭdnaje dzikaje žyćcio. I jość prykłady, kali pryjazdžali anhličanie, niemcy — u ich šyroka raspluščvalisia vočy, jany dumali: «U nas takoha niama». U ichniaj Jeŭropie takoha niama! A ŭ nas jość! Praŭda ŭ nas inšaha niama, što ŭ ich jość… Ale my pavinny «pradavać» toje, što majem — kali ludzi hatovyja płacić za ŭražańni, hetym treba karystacca. Čerhi buduć stajać, kab sfatahrafavać hłušca, alenia ci łasia… Heta — ahulnaje bahaćcie našaj krainy. Toje samaje — bałoty.

Naprykład, samaje vialikaje bałota ŭ Jeŭropie — bałota Jelnia ŭ Miorskim i Šarkoŭščynskim rajonach.
Tam turystyčnaja firma prapanuje śpiecyjalnuju mašynu na pnieŭmatyčnym chodzie, na nadźmutych kołach. I achvotnych — masa, i našych, i zamiežnikaŭ. Tamu što zvyčajnaja mašyna nie moža prajechać pa bałocie, a hetaja — moža! Bo kali ty pa bałocie projdzieš kiłamietr ci dva-to tabie nie da pryhažości. Ja mahu skazać, bo ja chadziŭ. Ale kali ty prajedzieš hety maršrut, a potym 200–300 mietraŭ projdzieš u svajo zadavalnieńnie, a potym znoŭ siadzieš u mašynu i znoŭ prajedzieš — heta ŭsprymajecca zusim inakš!

Palaŭničy paŭvostraŭ na voziery Sińša

«My pa-raniejšamu nie dałučanyja da Jeŭropy…»

— My — častka Jeŭropy?

— My nie prosta častka Jeŭropy, my centr Jeŭropy!

— Aha, i niekalki adpaviednych znakaŭ navat jość…

— Zastaŭsia adzin, jaki znachodzicca ŭ Połacku, najstaražytniejšym našym horadzie. Ale ja pamiataju pra toje, što «centry Jeŭropy» isnujuć i ŭ inšych krainach — u toj ža Litvie, Łatvii, Polščy, Słavakii, va Ukrainie… Heta tłumačycca prosta: pryjemna ž žyć u centry, nichto nie choča być na ŭskrajku. My pa-raniejšamu (na žal, heta fakt) nie dałučanyja da Jeŭropy. Elemientarny prykład — śviatkavańnie 600-hodździa Hrunvaldskaj bitvy.

Tam prysutničali aficyjnyja pradstaŭniki roznych krain, ale aficyjnych pradstaŭnikoŭ Biełarusi nie było.
Hety fakt dla mianie vielmi kryŭdny! Prabačcie, u hetaj bitvie našy prodki zrabili vielmi-vielmi šmat, pakłali svajo žyćcio. I my pavinny pra heta pamiatać, być razam z usimi, chto tam zmahaŭsia.

— Z 1994 hoda, kali vy stali zajmacca temaj turyzmu, ci pavialičyŭsia prytok turystaŭ u Biełaruś?

— Raniej u nas byŭ šop-turyzm, bahata našych ludziej vyjazdžała ŭ Polšču dy inšyja krainy pahandlavać. Heta ŭsio faktyčna pamierła. Z adnaho boku — handal staŭ bolš cyvilizavany, z druhoha — ludziam stvaryli takija ŭmovy, što jeździć handlavać amal niemahčyma. Tamu ceły płast tak zvanych «turystaŭ» amal źnik. Ale ž jany i nie byli turystami.

Što datyčyć turystaŭ u Biełaruś — na žal, ja nie mahu skazać, što vielmi mocna idzie ŭzdym. Prablema ŭ tym, što treba surjozna stavicca da hetaj spravy. I viedać pra toje, što Biełaruś znachodzicca ŭ hetkich ža kankurentnych umovach, jak Litva, Polšča, Ukraina… I my možam pryciahvać haściej, tolki pakazvajučy im štości asablivaje, stvarajučy lepšyja, čym tam, umovy. Dyk voś, kali ŭ Litvu ci Polšču luby jeŭrapiejec moža pryjechać faktyčna bieź vizy,

to 60 jeŭra dla taho, kab pryjechać u Biełaruś — heta 95% patencyjnych turystaŭ adrazajecca adrazu. Pa-druhoje, usie hetyja čerhi pry vydačy vizy — z tych 5% jašče pałova adsiakajecca.
.

— Karaciej, dajeduć da nas tolki samyja stojkija…

— Tak — kamu treba pa spravie ci pa biznesie. I tolki minimum — sapraŭdnyja turysty, siarod jakich, darečy, mnoha rasijan — bo jeduć bieź vizy, miažy niama, košty na adpačynak u sanatoryjach nižejšyja, čym u ich… A voś našyja košty na hateli, naš servis nie vytrymlivaje nijakaj kankurencyi ŭ paraŭnańni z tymi ž polskimi…

«Kaviarniaŭ niama, bo niama turystaŭ, a turystaŭ niama, bo niama kaviarniaŭ»

— Mnie tut raspaviali historyju, jak turyst z Anhlii pryjechaŭ na tydzień, ale praz dva dni prybieh u turahiencyju: addajcie hrošy, chaču viarnucca. Maŭlaŭ, restarany daražejšyja, čym u Łondanie, u mietro nivodnaha nadpisu pa-anhlijsku, nichto taksama pa-zamiežnamu nie havoryć… A jak vy ličycie, što jašče pužaje turystaŭ u Biełarusi?

— Pužaje nie vielmi dobry imidž na mižnarodnym turystyčnym rynku. Što kazać, kali ŭ mianie ŭ Polščy ci Litvie pytajucca: «A nas nie aryštujuć u Biełarusi, a darohi ŭ vas jość?» Treba kłapacicca, kab takoha nie było, kab infarmacyja pra našu krainu šyryłasia za miažoj… Heta nazyvajecca niedabrajakasnaja rekłama — kali čałaviek jedzie da nas, a jaho nie papiaredžvajuć, što tut mała chto havoryć pa-anhlijsku, jakija tut košty. Taksama, ščyra pryznacca, askominu nabili razmovy pra naš prydarožny servis. Kaviarniaŭ vielmi mała. A pavinna być mnoha. I matelaŭ taksama. Ale jość i stanoŭčyja momanty — naprykład, za apošnija hady našuju miažu stała prachodzić našmat lahčej.

— Vam nie zdajecca, što heta zamknionaje koła: mateli i kaviarni nie budujuć, bo niama turystaŭ. A turystaŭ niama, bo niama matelaŭ i kaviarniaŭ…

— Jość taki momant, bo treba ŭkładvać hrošy i ryzykavać… Ale voś, skažam, apošni čas dobra staŭ raźvivacca viaskovy turyzm. Ale čaho jon pačaŭ raźvivacca? Bo atrymaŭ dziaržaŭnuju padtrymku. Pa-pieršaje, byŭ Ukaz prezidenta, jaki praduhledžvaŭ adpaviednyja lhoty. Pa-druhoje, była stvoranaja śpiecyjalnaja prahrama «Biełahraprambanka» dla kredytavańnia viaskovaha turyzmu. I prahrama spracavała, bo ludzi atrymali mahčymaść pačać spravu. I ciapier užo čynoŭniki zavarušylisia — chočuć, kab u kožnym rajonie było bolš siadzibaŭ.

— Vy skazali, što nam treba vabić niečym admietnym, čaho niama ŭ susiedziaŭ. A ci jość u nas niešta takoje?

— Na žal, takoha, kab užo zusim asablivaha, niama — akramia pryrody. Cikavaja jašče relihijnaja raznastajnaść — kali ŭ adnym miastečku stajali poruč chramy čatyroch kanfiesij… Treba dumać pra toje, kab viartacca da minułaha. Biełaruś — u tych miežach, u jakich jana jość ciapier — faktyčna nikoli takoj nie była. Była ŭ Vialikim Kniastvie Litoŭskim, u Rečy Paspalitaj, u Rasijskaj impieryi, u Savieckim sajuzie… Tamu našaja historyja ciesna źviazanaja z historyjaj susiednich krain. Kali b nie było hetaj miažy, jakuju ciažka pierajści, treba było b u pieršuju čarhu raźvivać tury, źviazanyja z ahulnaj historyjaj: Vilnia — Minsk — Brest — Varšava… Kali ŭ adnym pakiecie pradajecca niekalki krain, tady ludziam heta vielmi cikava.

Amierykancy nie pajeduć u takuju dalečyniu z-za adnoj Biełarusi.
A voś kali im prapanavać pahladzieć adrazu niekalki krain — heta ŭžo cikavaja prapanova.
Клас
Панылы сорам
Ха-ха
Ого
Сумна
Абуральна

Chočaš padzialicca važnaj infarmacyjaj ananimna i kanfidencyjna?