Siaržuk Sokałaŭ-Vojuš

Dušok

Biełaruskaja nacyjanalistyčnaja kazka

 

Žyŭ dy byŭ na Biełym śviecie Dušok. Razumnieńki, krepieńki, zhrabnieńki, ale taki nievialički, navat zusim maleńki. Prosta, skazać vam, taki drobnieńki, što ludzi časam imia jahonaje z maleńkaj litary pisali.

Panavaŭ hety Dušok na Biełarusi zdaŭna. Z susiedziami biez patreby nie svaryŭsia. Chiba što tyja nazalać pačynali, a jašče horš — u niepaklikanyja hości prychodzili. Złavaŭsia tady Dušok. Hnievaŭsia. Ale hnievu taho tolki na karotki čas chapała. Vymiatalisia hości i hnieŭ z saboj zabirali. Što j kazać, ščodrym byŭ naš dušok na hetkija padarunki...

Adnaho razu, ciapier nie zhadaju: ci to ŭ sybotu, ci to ŭ piatnicu, viedaju tolki, što pierad samymi Kaladami, a moža j na Kupalle, pryjšli da našaha Duška takija Niepaklikanyja hości. Kinuŭsia byŭ Dušok svajho hnievu šukać, dy... nie znajšoŭ: albo sam zabyŭsia kudy pakłaŭ, albo papiarednija hetkija ž hości ŭvieś z saboj vynieśli i ni kropli Dušku nie pakinuli.

A Niepaklikanyja tym časam za Duškovym stałom raśsielisia, stravami dalikatnymi častujucca, marcypanami łasujucca, krupnik dy hanušoŭku viodrami žłukciać, čviakajuć, adryhajuć, palcy svaje ad smakaty až pa łokać ablizvajuć, a naprykancy biasiedy nohi na stoł paŭskładali i, jak vyhladaje, dadomu nie źbirajucca. Moža nastupnaje viačery čakajuć, a moža j paślanastupnaha południu.

Pačastavaŭ ich Dušok i tej viačeraj, i tym południem. A Niepaklikanym — usio mała.

— Davaj, — kryčać jany da biazhnieŭnaha Duška, — nam svoj łožak: my adpačyvać budziem...

Dalej — bolej. Pačali jany z taho łožka Dušku zahady addavać, dy jašče jaho samoha tyja zahady na dziaržaŭnych bielahoch pisać zmusili.

«Što ž, — padumaŭ sabie Dušok, — hości — ludzi śviatyja, choć i Niepaklikanyja, a šanavać treba. Patryvaju jašče kryšačku, a tam, jak zalosić, moža jany j dadomu źjeduć...»

Hedak prajšoŭ hod. Patłuścieli hości. Raschrabrylisia. Haspadara, Duška, i naahuł zaŭvažać pierastali. Zdarałasia, addajuć jamu čarhovy zahad, jakich za dzień da dźviuch kop nabirałasia, u vočy Duškovyja hladziać, a ŭ pahladach takaja zol i pusteča, takaja abyjakavaść, što strašna robicca. I adčuvaje Dušok: nia bačać jaho hości Niepaklikanyja, praź jaho, jak praź cień, jahonymi abšarami zachaplajucca, praź jaho, jak praz zdań, pad jahonym soniejkam hrejucca.

Chacieŭ byŭ Dušok aściarožna padkazać im, što, maŭlaŭ, zahaściavalisia, ci nia čas vam, maŭlaŭ, hościejki darahija, dadomu źbiracca? Dy dzie tam! Tyja i słuchać nia chočuć, a, jak papraŭdzie, dyk i nia čujuć. Vušy tłuščam pazapłyvali, raty ad doŭhaha čviakańnia na łyčy parabilisia, vočki ad biazhnieŭnaha Duškovaha tryvańnia ŭščent abnachabilisia.

Praminuŭ jašče hod... A moža j dziesiać... Chto viedaje?

Žyvuć Niepaklikanyja hości ŭ Duška prypiavajučy, a chto pa takim žyćci hady ličyć budzie? Samomu Dušku taksama niama kali. Jon to ŭ poli pracuje, to jeści hatuje, a to i ŭ łaźni vializnyja niepaklikanskija śpiny paryć dy tracha što la prybiralni z papierkaj nie staić.

Oto ž u łaźni ŭsio j pačałosia...

Ciepliŭ Dušok tuju łaźniu ad ranicy. Pad viečar Niepaklikanyja ledźvie ŭ dźviery ŭsunulisia: tak rastłuścieli i vo jak horača. Moža ad vo hetaj tłustaści ci ad taje haračyni j skrucilisia na bok hłuzdy ŭ Niepaklikanych.

— Ty što, — začali jany kryčać na Duška, — łaźni jak śled nie naciepliŭ!!! Mała taho, što my na sabie ciažar tutejšaha brudu ciahniem, dyk nam jašče j pamycca pa-ludzku niama jak! Choładam nas u mahiłu zahnać chočaš!

Kinuŭsia byŭ Dušok na dryvotniu, a tam — ni tresački, pabieh byŭ da lesu, a tam — ni halinki, ni pianiočka truchlavaha, vyskačyŭ na tarfianišča — usio vybrana. Prymčaŭ jon nazad u łaźniu, dy j kaža:

— Darujcie mnie, hościejki darahija, niama čym haračej piečku napalvać... Ja j rady b dahadzić vam, dy — niejak.

Źnieruchomieli hości ad niečakanaści: za stolki hadoŭ im tut upieršyniu admovili. Stajać. Maŭčać. Vačyma łypajuć. Skivicy ad niespadzieŭki až da stupakoŭ paadvalvalisia.

Spužaŭsia biazhnieŭny Dušok. Spałochaŭsia. Dy j jak nie zastrašycca? Heta ž nia žartački — darahich haściej pakryŭdziŭ.

A hości tym časam ačomalisia i spamižsobku pa-svojmu zahamanili. Słuchaŭ ich, słuchaŭ źbiantežany Dušok, až raptam pačało jamu zdavacca, što heta nia hości niejkija i naahuł nia ludzi, a niešta takoje, što nikomu nia viedamaje. Pačaŭ tady Dušok uvažniej prysłuchoŭvacca. A hości na jaho — ni vokam. Adzin havoryć, jak husia hahaje, druhi — jak źmiaja šykaje, treci j dziasiaty — naahuł nie raźbiareš, jakim źvieram halokajuć. Chacieŭ byŭ Dušok užo za kačarežnik uchapicca, kab pavyturyć hetuju nabrydź, jak nabrydź da jaho našaj movaj źviarnułasia:

— Ci nia moh by ty, Dušok, z nami na čałaviečaj movie rastłumačycca, bo nam ad tvajho dziekańnia j ciekańnia zusim hłuzdy pavykručvała.

«Što ž, — padumaŭ na heta Dušok, — hości — ludzi śviatyja. Jak ža śviatych nie pasłuchacca».

Usčaŭ jon tady z kim pa-husinamu, z kim pa-źmiainamu ci pa jakomu tam jašče vytłumačvacca.

Vysłuchali jaho hości. Paškadavali, što raniej svaimi movami havaryć nia zmusili, bo duža ž dobra ŭsie tyja movy ŭ Duška vychodzili. Adno tolki słovy niekatoryja časam hučali niazvykła dy dziekańnie j ciekańnie ŭ ich, jak załataja jstužka ŭ niamytyja kosy, uplatałasia.

Padzivilisia ŭsiamu hetamu hości. Moŭčki pazachaplalisia. Biez uśmiešak paradavalisia, a potym i kažuć:

— My, Dušok, u ciabie ŭžo kolki času žyviem. Siem'i svaje dziela ciabie pakinuli, dumki svaje tabie, jak lepšamu siabru, pa-sakretu zahadvali, samych patajemnych žadańniaŭ ad ciabie nia ŭtojvali. I voś čym za našyja davier i dabryniu ty nam spłočvaješ: chałodnaj łaźniaj, nialudzkaj havorkaj dy čornaj niaŭdziačnaściu. Kryŭdna, što j kazać, dy nie takija my, kab kryŭdu doŭha pamiatać. Zrabi łasku, dahadzi jašče raz: siadź u pieč na vuholle, moža łaźnia j nacieplicca.

«Što ž, — padumaŭ Dušok, — hości — ludzi śviatyja. Nie dahodziš — vialiki hrech na sabie mieć budzieš. Treba, vidać, u pieč leźci».

Padyjšoŭ jon da piečy. Horača. Na tuzin krokaŭ nie prystupicca. Dy što rabić? Jak nie dahadzić, choć i Niepaklikanym...

Uziaŭ jon tady konaŭku z chałodnaj vadzicaj. Chacieŭ na siabie plosnuć, kab nia tak horača ŭ piečy hareć było. Hlanuŭ na vadu i asłupianieŭ. Z vady pazirała na jaho nieviadomaja istota: vałasy na hałavie pabłutanyja, u vačoch pakora rabskaja j žach niesuśvietny, nos, jak u niabožčyka, zahojstrany, ščoki až da chrybciny ŭsiaredzinu ŭvalilisia... Spałochaŭsia Dušok. Konaŭku aściarožnieńka, kab nie spałochać pačvary, što tam była, na łavu pastaviŭ.

— Što z taboj? — zapytalisia hości.

— T-t-tam, — adkazaŭ Dušok, — s-s-siadzić n-n-niechta.

Uziali hości konaŭku. Hlanuli. Svaje ŭkormlenyja ryły ŭ vodnym adlustravańni zhledzieli. Zalubavalisia. Potym da Duška prystupili:

— Heta ž, — kažuć, — adbitki našych abliččaŭ tam! Jak moh ty, śmiardziuk, nazvać ich pačvarami?!

Hlanuŭ Dušok jašče raz u konaŭku i jak małankaj jaho praz hłuzdy reznuła: «Dyk heta ž ja taki! Heta ž majo abličča tam adbivajecca! Heta ž mnie za hady niepaklikanskaha haściavańnia hetych ani razočku ŭ čystuju vadzicu hlanuć nie daviałosia!»

Vyprastaŭ Dušok svaju sahnutuju śpinu. Dumaŭ: kroŭ zakipić, dy mała čamu kipieć zastałosia. Dumaŭ bułavu ŭ ruki schapić, dy niešta ŭ palcach chrusnuła j tyja nie pasłuchalisia. Chacieŭ chaciab hlanuć złosna, dy ahoń u vačoch nie zapalvaŭsia.

Adno, što j zmoh jon zrabić napačatku, dyk heta ŭdychnuć śviežaha pavietra na poŭnyja hrudzi. A ŭdychnuŭšy raz, pačuŭ kroŭ u žyłach, druhi raz — moc u rukoch dy ahoń u vačoch — na treci raz. Hnieŭ, što na sampačatku zhubiŭsia niedzie, taksama pamužnieły j pastaleły haračym połymiem u sercy zaniaŭsia.

Hlanuli na ŭsio heta Niepaklikanyja hości j źnieruchomieli. Bo nie Dušok byŭ užo pierad imi, jak niekali, ale — Duch. I Duch nie aby jaki! Vysoki, zhrabny j jasnavoki NACYJANALNY DUCH hetaj ziamli. Duch Maci-Biełarusi, jaki zbudzić — niebiaśpiečna, a ŭłaščyć —hanarova. Duch hety vyklikaŭ pavahu j pašanu, choć bułavy ŭ rukoch i nia mieŭ.

Uvačavidki pamizarnieli Niepaklikanyja hości. Kinulisia jany chto kudy, i niechta źbieh taki, a sioj-toj u dryhvianym bałocie nahoj zahraz, sioj-toj u pavučyńnie ŭbłutaŭsia, sioj-toj za šypšynavyja hołki začapiŭsia...

... Jasnym soniečnym rankam, kali rosy zichciać u travie, a pavietra napaŭniajecca hałasami ptušak, čujucca mnie časam ź ciemry, što adpaŭzaje za vuhoł našaha kraju, hałasy. Hałasy tyja słabyja, ale nadta ž źviahlivyja. Biazładnym choram plavuzhajuć jany svaje biaskoncyja: Daj! Pryniasi! Dahadzi! Dy: havary pa-našamu!

Hetyja słovy lipnuć da mianie, jak bałotnaja tvań da zamurzanych łytak Bahnika. I tady ja trojčy ŭzdychaju napoŭnicu, bo viedaju sens kožnaha čaroŭnaha ŭzdychu, pry jakim padajuć u niabyt prahniłyja brośnievyja słovy Niepaklikanych, niastrašnych i źmizarniełych. Zatym my ź siabrami nacieplivajem łaźniu, dajom duchu j pačynajem parycca...


Клас
0
Панылы сорам
0
Ха-ха
0
Ого
0
Сумна
0
Абуральна
0